poniedziałek, 14 grudnia 2015

Paszteciki z pieczarkami


W tym roku pierwszy raz organizujemy Wigilię u nas. Zazwyczaj 24 grudnia odwiedzamy najpierw jednych, później drugich rodziców. Co roku mówimy sobie, że ostatni raz spędzamy taką podwójną Wigilię, ale jakoś żadne z nas nie wyobraża sobie, żeby nie odwiedzić swoich rodziców w ten magiczny dzień. W tym roku takiego problemu nie będzie - wszyscy przyjadą do nas. Sam pomysł oczywiście wydał się rodzinie kontrowersyjny - na 35 lat małżeństwa moich rodziców, chyba tylko dwa razy wieczerza wigilijna odbyła się gdzie indziej niż w ich domu. Do tego doszło jeszcze ustalenie godziny rozpoczęcia wieczerzy - trzeba wziąć pod uwagę nie tylko rodziców moich i mojego męża, ale także naszych sióstr - ja mam dwie, Adrian jedną - i ich mężów oraz oczywiście ich teściów, którzy także zaplanowali spotkania ze swoimi dziećmi. Dodatkowo, większość gości przyjedzie z poza Warszawy. Chyba ze trzy dni zajęły nam negocjacje dogodnej dla wszystkich godziny... Następnie przyszedł czas na ustalenie menu - moja mama robi zupełnie inne dania wigilijne niż teściowa. Ja postanowiłam zrobić wszystko po swojemu czerpiąc z obu stron to, co wydaje mi się najlepsze. I tak - z przepisu mojej mamy będą pierogi z kapustą i grzybami, fasolka z masłem, kompot z suszu i makowiec. Nie podejmę się zrobienia tradycyjnego dla naszej rodziny barszczu grzybowego - to mocny wywar z grzybów odpowiednio doprawiony przyprawami i zagęszczony mąką. Doprawienie go to dla mnie czarna magia - wymaga wprawy, a ja nie chcę eksperymentować na swojej pierwszej Wigilii;) Dlatego u mnie będzie czerwony barszcz - tak jak u teściów, ale ja podam go nie z uszkami, a z pasztecikami pieczarkowymi, które właśnie wymyśliłam:) Połączyłam podsmażone z cebulką pieczarki z ciastem drożdżowym z przepisu mojej babci - nawet nie zmniejszyłam ilości cukru, na szczęście ciasto babci nie należało do bardzo słodkich! Najtrudniejsze było wypracowanie jakiegoś zgrabnego kształtu, który nie wymaga misternego zawijania. Postawiłam na mini-bułeczki z farszem posypane czarnym sezamem i kminkiem. Paszteciki wyszły przepyszne! Wiele z nich zjadłam na ciepło zaraz po wyjęciu z piekarnika:)






Składniki na 50 pasztecików
1/2 kg mąki pszennej tortowej
1 szklanka mleka
0,5 szklanki cukru
3 jajka
50 g drożdży świeżych
100 g masła
1 kg pieczarek
2 średniej wielkości cebule
sól, pieprz, masło i olej do smażenia
sezam, czarnuszka, kminek do posypania
jajko do smarowania
 
Przygotowanie:
Drożdże rozrobić w połowie szklanki ciepłego mleka z dodatkiem łyżeczki cukru i 1 łyżki mąki. Odstawić w ciepłe miejsce na 10 minut aż zwiększy swoją objętość i się spieni. W rondelku podgrzać pozostałe mleko z masłem i cukrem - masło powinno się roztopić. Do miski wsypać mąkę, dodać do niej spieniony rozczyn, mleko z masłem i cukrem - nie powinno być zbyt gorące, nie może parzyć. do tego jajka i łyżeczka soli. Wyrabiać wszystko dokładnie przez 10 minut. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce.
Pieczarki i cebulę drobno posiekać. Na mieszance oleju i masła zeszklić cebulkę i odstawić. Pieczarki smażyć partiami - jeśli damy na patelnię za dużo będą nam się gotowały a nie smażyły. Mieszamy gotowe pieczarki z cebulką, doprawiamy do smaku solą i dużą ilością pieprzu. Odstawiamy do wystygnięcia. Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią. Lekko raz jeszcze wyrabiamy. Wałkujemy partiami na placki o grubości ok pół centymetra. Wycinamy kółeczka - ja robiłam to tradycyjną szklanką. Na każde kółko kładziemy po łyżeczce farszu. Zawijamy do środka brzegi, zlepiamy i formujemy podłużną bułeczkę. Kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Miejsce łączenia ciasta powinno być na spodzie. Pamiętajcie też o zostawieniu przestrzeni między pasztecikami, bo urosną! Każdą bułeczkę smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy wybranymi ziarenkami - ja zrobiłam pół na pół - czarny sezam i kminek. Pieczemy w 180 stopniach bez termoobiegu przez ok 13 minut aż będą złociste. Podajemy z barszczem czerwonym lub wcinamy same:)